Wczesnym rankiem zdążaliśmy
„Wczesnym rankiem zdążaliśmy szparko furką gospodarza polnymi drogami w kierunku miasta. Dokoła spokój i cisza. Gdzieniegdzie jeszcze płaty zmrożonego śniegu. Wzdłuż lizjery
lasu zbliżamy się do toru kolejowego. Stąd widać już Lublin. Dalej pójdziemy pieszo.
Do miasta docieramy bez przeszkód, okrążając z daleka niemiecką wachę, ochraniającą przejazd kolejowy. Pustawymi jeszcze o tej porze ulicami zdążamy w ślad za delegatem, który prowadzi na punkt konspiracyjny. Celowo nie usiłuję nawet zapamiętać adresu. W razie wpadki lepiej nic nie wiedzieć.
Jesteśmy na miejscu. Przemiła pani, być może żona delegata, częstuje gorącą herbatą. Są i kanapki. Z trudem przełykam dwie lub trzy. Jem, jak to się mówi, przez rozsądek. Nie dziwota. Zbyt dużo wrażeń i jakiż szalony przeskok. Przecież jeszcze poprzedniego ranka paradowałem w wojskowym bateldresie po dalekim Latiano...
W godzinach popołudniowych udajemy się na dworzec pełen ludzi. Na każdym kroku uzbrojeni po zęby żandarmi z ogromnymi wilczurami na smyczach. Pierwsze bezpośrednie zetknięcie z okupacyjną rzeczywistością. Nie odczuwam jednak lęku. Jestem już wszak doświadczonym obieżyświatem i z niejednego pieca chleb jadłem.“(2)
<<<< Czas szybko biegł
| - Był pan u mnie przeszło >>>>