już siedział w kabrjolecie
„już siedział w kabrjolecie, znów go zawołano, i musiał załatwić jeszcze kilka spraw chodziło o pocztę dla gości, należałoby przyjąć stałego listonosza, takiego z sznurem na czapce, jako też chodziło o kręgielnię, która się już spaczyła na wilgotnym gruncie i wymagała naprawy. Skarżono się na to. Ale już potem adwokat odjechał.
W Toruhuzie przebywało wciąż jeszcze tylko dwanaście do piętnastu gości, nie zachodziła więc dotąd potrzeba zajęcia wielkiej jadalni o długich stołach na ośmdziesiąt osób. Przyjdzie na to czas później. Obiady i śniadania spożywano nadal w salonie dla dam, w pokoju, którego panie jednakże nigdy nie używały, ponieważ przekładały palarnię. Tam wolały przesiadywać i pić swą kawę, przeglądać dzienniki, i pokasływać od dymu. Myła dy, jak ją nazywano, trzymała się natomiast zdała od wszystkich, a że też jadała o całkiem innej porze, niż wszyscy inni, widywano ją nader mało. Spożywała swój posiłek południowy), to jest posiłek „o połowic dnia", o godzinie ósmej wieczorem, piła herbatę o byłejakiej porze dnia, pożywienie jej składało się głównie z szynki i jaj z grzankami.
Tak więc kręciło się dwanaścioropiętnaścioro osób dokoła siebie i gawędziło o najpotrzebniejszem, udzielając sobie nawzajem wiadomości o swych chorobach. O, nie bez powodu próbowali oni teraz kuracji powietrzem górskiem, zmuszeni byli do tego, próbowali innych rzeczy poprzednio. Jeden zmarnował sobie żołądek i zażywał pigułek i soli leczniczych przy każdem jedzeniu, inny cierpiał na artretyzm, trzeci chodził z raną na twarzy, czwarty“(8)