- Kiedy wrócisz- Cierpliwości

barierki balkonowe |Historia kamer |Meble tapicerowane

„— Kiedy wrócisz
— Cierpliwości! W Custer muszę wszystko dobrze wywęszyć. To potrwa chyba ze trzy dni. Zostawię ci całą żywność. Siedź tutaj, to najlepsze schronienie. I pilnuj się. Nie wiem, czy po okolicy nie włóczą się pumy i niedźwiedzie. Masz broń, masz naboje, masz wody pod dostatkiem.
— Wiem. Sprawdź, do kogo należą te konie.
— Kto wie, może do tych bandziorów
— Chyba kpisz — oburzył się Karol. — Dwa wierzchowce na pięciu ludzi A poza tym, gdyby do nich należały, nie stałyby po przeciwległej stronie drogi.
— To jeszcze niczego nie dowodzi — mruknął Carty zarzucając zwierzęciu derkę, a później siodło na grzbiet.
— Wszystko musimy zwrócić. Konie i zawartość juków. Właściciele wybierali się widać w daleką drogę, a my...
— Wezmę to pod uwagę. Czekaj i bądź cierpliwy.
Uderzył zwierzę piętami i pocwałował ku wyjściu z doliny. Pomachał jeszcze ręką i zniknął za wąskim przejściem. Karol został sam. Nie zmartwił się tym. Carty ze swym brakiem poczucia uczciwości chwilami bardzo go denerwował, mimo że zdawał sobie sprawę, ile mu zawdzięcza. Cóż za dziwny człowiek! Koniokrad ryzykujący życie dla uratowania osoby, która przeszkodziła mu w kradzieży!
Uporządkował porozrzucane zapasy żywności, pochował paczki z ładunkami, obszedł dokoła jeziorko, a nawet zwiedził pogranicze lasku. Przyjrzał się wydeptanym do wodopoju ścieżkom szukając na nich odcisków łap drapieżników. Na tropach znał się niewiele, jednak potrafił odróżnić ślad pumy od antylopy. Ale żadna chyba puma nie wędrowała ku wodzie. Z przezorności zgromadził jak najwięcej drzewa, przeniósł je w miejsce bardziej oddalone od jeziorka uważając, że bliskie sąsiedztwo wody może nań ściągnąć niepożądanych nocnych gości. Dokonawszy tego wszystkiego i oczyściwszy z traw (za przykładem Cartyego) plac pod ognisko — nie bardzo wiedział, có ma dalej robić. Przyzwyczajony do codziennej pracy kowbojskiej, a później do mozolnego przepłukiwania złotodajnego piasku — teraz nudiił się. Z nudów wydobył woreczek otrzymany od Clive Tessa. Rozwiązał rzemyk i wysypał na koc całą zawartość. Wysypał i cicho gwizdnął. To nie był piasek, lecz kawałki żółtego metalu. Tess musiał natrafić na prawdziwą żyłę, na to, co powszechnie nazywano bonanzą. Pewnie tak się tym przejął, że zupełnie stracił głowę i chwalił się swym skarbem w grupie napotkanych rzezimieszków. Na własną zgubę. Biedny Tess! A wyglądał na tak roztropnego człowieka. I tyle okazał bezinteresownej życzliwości.“(6)

<<<< Sześciu ludzi poniosło | - Nie znam żadnych wierszy- >>>>

crm |Psychoterapia Szczecin |pozycjonowanie kraków